My jesteśmy winni

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Rozmiar czcionki: Drukuj ten post

Z Michałem Wiśniewskim o hazardowej ustawie i o tym, dlaczego już ma dosyć pokerowego środowiska, rozmawia Błażej Bulski.

 

BB – Zapytałem cię kiedyś, po co robisz cokolwiek dla pokera w Polsce. Powiedziałeś, że chciałbyś za kilka lat dostać przysłowiowy medal od federacji z podziękowaniem. Dostałeś ten medal?

MW – Dostałem w ryj i generalnie cały czas dostaję. Przenośnia z medalem miała oczywiście znaczyć, że gdzieś tam pozytywnie zapisałem się w historii legislacyjnej tej gry, co jest na dzień dzisiejszy absolutnie niemożliwe. Od naszej pierwszej rozmowy generalnie nie zmieniło się nic i trzeba sobie z tego zdać sprawę.

Trudno mi powiedzieć, czy żyjemy teraz w bardziej policyjnym państwie czy nie, ale odkąd zaczynałem interesować się pokerem, czyli w roku 2006, nie zmieniło się nic. Również ustawa z 2009 roku nic praktycznie w kwestii pokera nie zmieniła.

BB – Zdarzyło się kilka pokazowych akcji wymierzonych w „przestępców” grających w karty, najgłośniejsza była sprawa pewnego urodzinowego turnieju.

MW – Tak, trochę postraszyli, ale nawet ta rzecz nie była praktycznie zbytnio nagłośniona. Każdy, kto ma choćby dwie szare komórki wie, że zmiany nie było praktycznie żadnej. I powiem szczerze, mam serdecznie już dosyć całego tego tak zwanego pokerowego środowiska. Cała ta historia z pokerem – jesteśmy sami sobie winni. My jesteśmy winni.

BB – My gracze czy my – legislatorzy?

MW – Wszyscy. Wszyscy po kolei. Każdy, kto w tym uczestniczył. Na początku była przecież chęć operatorów internetowych, żeby nam pomóc legislacyjnie. A że kto by nie był u władzy to nie będzie gadał ze zwykłym Kowalskim, tylko z podmiotem – powstała więc Polska Federacja Pokera Sportowego. Założona z mojej inicjatywy. Żeby była jasność – ja nie chcę żadnych medali. Kopany jestem od 20 lat za muzykę, przyjmę jeszcze te kopy pokerowe.

BB – A zbierasz kopy, że zaszkodziłeś pokerowi?

MW – Wśród tego całego anonimowego i nie anonimowego hejtu zebrało się i za pokera, ale jak wiesz, po mnie to spływa.

BB – Pokerowe środowisko pamięta cię jeszcze?

MW – Myślę, że Jack Daniels mnie pamięta, Błażej Bulski może mnie pamięta, pewnie kilku kolegów. Tu nie chodzi o to, żeby wymieniać wszystkich z nazwiska, mówię o was, bo reprezentowaliście słowo pisane. A czy gracze mnie pamiętają? Szczerze mówiąc mam to gdzieś. Nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia. Przez cały okres mojej, nazwijmy – pokerowej aktywności, bardzo na chłodno starałem się spotykać ludzi i uświadamiać im, że tylko razem jesteśmy w stanie coś zrobić. Koalicja opozycji – albo razem, albo wcale. I chociaż każdy coś tam na własną rękę próbował robić, to wspólnie nie udało się nic.

Nie ma się co dziwić. My nawet szczekać razem nie potrafimy. Nie muszę dodawać, że szczekanie nie ma na celu konstruktywnej dyskusji tylko zwrócenie na siebie uwagi.

BB – Myślisz, że jakby to środowisko jednym głosem szczekało w jednym kierunku, to byśmy mieli ustawę, jakiej chcieliśmy?

MW – Myślę, żeby cokolwiek było, to muszą najpierw być chęci. A to są sprzedawczyki w dużym stopniu a bardzo wielu jest takich, którzy nie potrafią myśleć racjonalnie. Żeby się teraz nie poobrażali, chociaż mam to gdzieś generalnie, ale weźmy to, że grają w turniejach pokerowych z polską flaga i napisem „Polska” … W śmiesznych nic nieznaczących turniejach. Więc z całym szacunkiem – nie oceniam konkretnie tego pana, który ze mną wódkę pił albo nie pił, tylko oceniam działacza, który niczym się nie różni od peerelowskiego prezesa związku wędkarskiego.

Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie byliśmy w stanie usiąść do stołu i sami sobie określić zdrowej polityki działania. Każdy tylko na swoje. I nie można ufać organizacji typu „Wolny Poker”, gdyż jest to organizacja wspomagana przez firmę, która jest cwaniakiem. Przy nawet najlepszych chęciach mojego zacnego kolegi Górala i z pełnym zrozumieniem tego, że każdy chce mieć wypchany portfel.

BB – Nie miałeś nic do powiedzenia w federacji?

MW – Widzisz, kiepski ze mnie polityk. Jakbym zakładał federację z mamą i braćmi i zbudował z niej absolutną prywatę… Przecież wprowadziłem ją do struktur międzynarodowych, ale nic nie zostało zrobione. Wiesz, możesz mieć większość w parlamencie i chcieć wszystko spieprzyć, na czarne mówić białe – absolutnie bez analogii. I co z tego, że powstały fajne projekty ustaw, że było bardzo wiele konstruktywnych myśli i propozycji jak one nie były konsultowane. A nie wolno nie usiąść do stołu z facetem, który zna temat od strony gracza. Nawet takiego jak ja – turystycznego bardziej i sponsorowanego. I takiego, który to zna od strony organizatora. Swego czasu byłem bardzo blisko Unibetu i przy organizacji byłem najbliżej, od pierwszego Unibet Open, przez USOP po EPT. Nie można nie spojrzeć na to z tej perspektywy dlatego tylko, że jest się sponsorowanym przez inną organizację. Przykre to. Płakał nie będę, ale to jest po prostu przykre i smutne.

BB – Coś jednak nowego na temat pokera w ustawie się znalazło. Dla kogo te zapisy, komu mają zrobić dobrze? Zamknąć gęby pokerzystom, żeby nie szczekali, ale wiedzieli, że i tak nic nie ugrają?

MW – Myślę, że komuś się wydaje, że rzuci nam ochłap, jak lwu nuggetsy i powie, żeby się najadł.

BB – Jaki tam z pokerzystów lew… Ustawodawca mógł bez konsekwencji pokera zignorować, przecież pokerzyści nie wyjdą na ulice z kamieniami…

MW – Myślę, że to się robi dla sumienia. Poza tym sadzisz, że słowo ma jakąś wartość? Praktycznie przyznaję ci rację, przecież wszystko możemy, ale zejdźmy dosłownie na sekundę schodek w dół, na automaty.

BB – Automatami będzie się zajmować monopolista.

MW – No właśnie. Najpierw nam się pcha do łba, jak to automaty uzależniają, jakbyśmy tego nie wiedzieli. A tu się nagle okazuje, że monopol nie uzależnia albo uzależnia małym druczkiem.

BB – No to damy więcej na leczenie uzależnionych.

MW – Generalnie taki program przecież istnieje, ale poza wstydem nic się z tego nie urodziło. Nie wiem, czy ktoś sobie zdaje sprawę, skąd takie rzeczy się rodzą. To, że pan terapeuta ma wiedzę teoretyczną to nie znaczy, że ona się przełoży w praktyce. Tu musi działać ktoś, kto jest blisko graczy… No ale dobrze, przecież my pokerzyści nie mamy z tym nic wspólnego.

BB – Wracając do ustawy. Zaboli pokerzystów?

MW – Nie. My to mamy absolutnie gdzieś. Nie potrzebujemy Polski, żeby grać w pokera.

BB – Marcin Jabłoński, znany z organizacji cieszących się rekordową frekwencją turniejów pod egidą Redbet, właśnie ruszył z nowym projektem Poker Fever. W zamyśle dla Polaków. Ale gramy w Czechach.

MW – Bardzo sobie cenię Marcina Jabłońskiego za to, że znalazł lukę po bardzo słabej polityce Unibetu i to jest generalnie strzał w dziesiątkę, choć to jajko nie zostało wymyślone od zera.

Polscy pokerzyści zostali maksymalnie rozpieszczeni. I teraz mi chyba żaden z tych jeżdżących na turnieje pokerowe nie powie, że to ma jakiekolwiek uzasadnienie. Bo najbardziej mnie rozśmiesza w tym wszystkim kwestia rzekomej nieopłacalności gry w Polsce i płacenia 25% podatku. A to, że ktoś zasuwa na Maltę, zostaje tam tydzień i wraca z taką samą pustą kieszenią? Przynajmniej 95 procent tych ludzi wydaje ten tysiąc, pięćset czy nawet trzysta euro, gniotą się w tym Wizzair’ze żeby tam dotrzeć, zapieprzają do McDonaldów żeby się najtaniej nażreć, wydają na turniej 200 czy 500 euro i udają wielkich jeżdżących graczy z plakietkami. A wracają tylko z napełnionym wódką brzuchem po nocnych imprezach. Nie wspomnę już o tych, którzy zawsze musieli się napić przy stole, jak ja swego czasu. Więc żeby była jasność – ja rozumiem wyjazdy towarzyskie, ale nie nazywajmy tego do diabła grą w pokera. I to odwieczne – wpadłem króle na asy, ten mnie załatwił z dwa pięć w drzewkach.

Mnie nie zobaczysz na turnieju na Malcie czy w Czechach, bo obecnie jestem niepijący. W związku z czym nie mam żadnego powodu, żeby jechać 500 kilometrów, wpisać się do turnieju za 300 czy 500 euro i zasuwać 500 kilometrów z powrotem.

BB – To kto gra w tego pokera? I gdzie?

MW – Pokerzystów z prawdziwego zdarzenia mamy tak naprawdę niewielu. Którzy zresztą mają gdzieś całą resztę. Towarzysko zaproszę Dominika Pańkę na streama to on przyjdzie, spotkamy się u Artura Górczyńskiego na EPT Polska na jakimś charytatywnym turnieju i tyle. Ale z pokerem to nie ma wiele wspólnego, bo chcemy tylko zebrać kasę na dobry cel. W związku z czym dwa siedem w drzewkach wsuwam bez zastanowienia…

BB – …ściskając w drugiej ręce pieniądze na rebuya.

MW – Nie muszę, bo najczęściej to wygrywa. To potęga, kiedy wchodzisz w ciemno. Bo co cię sprawdzi? Drugi idiota albo asy czy króle. Ale to nie ma nic wspólnego z pokerem. A my tak właśnie gramy w „pokera”. Ci, co naprawdę zajmują się pokerem…

BB – … nie potrzebują ustawy?

MW – Oczywiście, że wszyscy potrzebujemy ustawy, ale nie dla graczy, tylko dla młodego narybku, który nie może się przecież uczyć gry w jakichś pakamerach. Ta ustawa jest potrzebna przede wszystkich dla tych kilkudziesięcioosobowych lig. To nie mogą być, z całym szacunkiem dla chłopaków, jakieś Duchy Puszczy, który jest bardzo zacnym cyklem, bo tego nijak się nie da zalegalizować. Nie możemy, bo potem chłopcy spotykają się na cashe, na których się kłócą a potem jeszcze wyzywają na publicznych forach.

BB – A ty już w ogóle nie grasz? Nie chodzisz do Hita?

MW – Praktycznie w ogóle nie gram. Robię jakieś freerolle w związku z działalnością afiliacyjną. Poza tym to jakiś wielki mit, że Wiśniewski przegrał fortunę w pokera. Wszystkie turnieje, w których grałem były sponsorowane, łącznie z moim cyklem Wiśniewski Open. Który nota bene kupę fajnych ludzi ze sobą towarzysko skojarzył. Albo Poker Grill Party. Ale bardzo dużo wtedy do tego żeśmy z Unibetem dokładali. To były olbrzymie pieniądze, ale powstała fajna klika osób. Każdy poszedł w inną stronę, każdy jest teraz w innym miejscu. Każdy zajęty wyłącznie sobą, co jest poniekąd całkiem zrozumiałe.

BB – No, poker to nie jest dyscyplina zespołowa. Ale ci najlepsi mogliby na przykład szkolić młodszych, mniej doświadczonych.

MW – Nigdy tak nie jest, że najlepszym trenerem będzie najlepszy gracz. Nie chcę dawać tu przykładów Piechniczka czy Tajnera, bo to może zostać źle zrozumiane, ale tylko ci średni potrafili kogoś czegoś nauczyć. No, może nie średni, ale też nie mistrzowie. Mistrz to jest indywidualista, niech on się zajmie grą i wygrywaniem. Nikt od niego więcej nie oczekuje.

BB – Masz jeszcze jakieś plany związane z pokerem?

MW – Mam zamiar w dalszym ciągu działać, choćby nad rozwojem nowych internetowych technologii dla pokera. Ale o szczegółach może innym razem.

BB – Poker mamy zaorany, zapytam z trochę innej strony. Ustawa pozwoli reklamować się bukmacherom. Ty byłeś w Polsce pokerową twarzą Unibetu. Twarz Michała Wiśniewskiego będzie twarzą jakiegoś bukmachera? Były podchody w tym kierunku?

MW – Rozmawiamy. Wiesz, oni wszyscy w kupie są do niczego, ale każdy z osobna jest wdzięcznym obiektem mojego zainteresowania, jakkolwiek by to zabrzmiało.

BB – Życzę więc powodzenia i spełnienia planów.

 

Magdalenka, 29 grudnia 2016 r.

1 Comment

  1. Pingback: My jesteśmy winni - E-PLAY.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O Stronie

Serwis E-Play.eu to wyczerpujące kompendium wiedzy o internetowym hazardzie poparte 20-letnim doświadczeniem tworzących go specjalistów z branży hazardowej Prezentujemy tylko sprawdzone kasyna, bukmacherów oraz poker roomy oraz najlepsze oferty skierowane do graczy. E-Play.eu to codzienna porcja rzetelnej wiedzy i rozrywki w najlepszym wydaniu.

Archiwa